Ktokolwiek.. Wiersze na szary papier i czarny...
Mam nadzieję nie dożyć takiego poziomu błogostanu, by przeszło mi przez usta "jestem poetą!". Pomijając to wybłyszczone od nadużywania "poetą się bywa", owo "poeta" raczej zastrzegłbym dla literackich matuzalemów, którzy oblani miodem spiżu już tylko tkwią na wyżynach, a jeśli raczą wydać słowo, to nosi ono znamiona boskości, zanim jeszcze wybrzmi. Jest wielki i już! Wolę tych mniejszych, niezależnych od namaszczenia przez historię, leksykony, krytyków i nauczycielki od polskiego (lub innego). Tego wybranego przez każdego z czytelników jako swojego spowiednika, alter ego, któremu winien wdzięczność za pokrewieństwo dusz. Ja piszę wiersze i piosenki. Po swojemu. Bez tego całego intelektualnego "prężenia firan". Mniej z mózgu, bardziej z serca. Mnie...




